Ani Waszyngton, ani Filadelfia nie byli dla nas łaskawi. Ale mieliśmy naprawdę dużego pecha. Największego podczas całego wyjazdu. Co gorsze – nic nie mogliśmy na niego poradzić. 

A to wszystko przez zamknięcie amerykańskiego rządu, czyli government shutdown, wersja 2013.

W Polsce takie rzeczy się nie dzieją, nie mieliśmy pojęcia, że dzieją się w USA. W Stanach można zamknąć rząd. Kiedy Kongres nie może się ze sobą dogadać – w tym przypadku o przyjęcie ustawy budżetowej – dochodzi do „government shutdown”. Jego skutkiem jest zaprzestanie finansowania instytucji czerpiących fundusze z budżetu – do czasu aż ustawa budżetowa zostanie zatwierdzona. W praktyce część pracowników na przykład urzędów dostaje przymusowe wolne, reszta pracuje, ale nie wie, kiedy dostanie wypłatę. No jasne, ale co obchodzi to szarego, przeciętnego turystę odwiedzającego USA? Obchodzi bardzo, bo z budżetu finansowane są wszystkie parki narodowe, publiczne muzea i obiekty turystyczne.

Waszyngton

Najczęstszy widok podczas zamknięcia rządu – przynajmniej z punktu widzenia turysty

Czujecie już ten klimat? Jeśli jeszcze nie, to pozwólcie, że Wam go nakreślę.

Przylatujecie do USA na niecałe 3 tygodnie. To krótko, a chcecie dużo zobaczyć, więc agenda jest dość napięta. W planach macie zwiedzanie Filadelfii: miasta, w którym Stany Zjednoczone zaczęły działać jako państwo, gdzie chcecie zobaczyć takie symbole, jak Konstytucja Stanów Zjednoczonych, czy Dzwon Wolności. Oczywiście planujecie także zwiedzić Waszyngton: stolicę kraju, w której jest więcej darmowych (!), wspaniałych muzeów niż jesteście w stanie odwiedzić przez cały miesiąc. Miasto, w którym rezyduje prezydent, siedzibę ma Kongres i mnóstwo innych amerykańskich instytucji publicznych.

I co?

Zamykają rząd 3 dni po Waszym przylocie do USA i otwierają go z powrotem na 2 dni przed Waszym powrotem do kraju.

Wszystkie (!) muzea na National Mall w Waszyngtonie są zamknięte. Co więcej: zamknięte są również pomniki. Tak, da się zamknąć pomnik – przed Lincoln Memorial stoi płot obwieszony napisami „This site is closed”. Nici z oglądania oryginału amerykańskiej konstytucji w Filadelfii.

Jakby tego było mało: pomnik Waszyngtona, ten wielki obelisk na środku National Mall jest w remoncie – otoczony ze wszystkich stron przez rusztowania.

Wystarczy?

To jeszcze nie koniec.

Wcześniej sprawdziliśmy, że pomimo zamknięcia rządu da się wejść do Mennicy Narodowej. Wiecie, oglądanie gór dolarów, złotych sztabek, Sknerus McKwacz i tak dalej. Aha, akurat. Przyszliśmy o 15 minut za późno, żeby załapać się na ostatnie w tym dniu wejście do Mennicy.

To nadal nie koniec.

W akcie desperacji znaleźliśmy w Waszyngtonie muzeum, które jest otwarte – Międzynarodowe Muzeum Szpiegostwa. Brzmi nieźle? To niestety dość przeciętne muzeum, w którym akurat tego dnia było sporo ludzi. Dlaczego? Bo zamknęli rząd i wszyscy, którzy w normalnych okolicznościach rozproszyliby się po Smithsonian Museums na National Mall – tak, zgadliście – są np. w jednym z niewielu otwartych muzeów w Waszyngtonie, czyli Muzeum Szpiegostwa. Najfajniejszą rzeczą, którą z niego wynieśliśmy jest długopis kopiący prądem.

Nope. Wciąż to nie wszystko.

Po wyjściu z muzeum okazało się, że pod Białym Domem była strzelanina. Serio, jak z jakiegoś filmu. Jakaś niespełna rozumu kobieta próbowała wjechać samochodem na teren domostwa pana prezydenta. Wszędzie pełno policji, barierek, objazdów. Tak, koło Białego Domu chcieliśmy się przejść w drodze powrotnej z muzeum. To nawet prawie się udało – ale szybciutko i bez absolutnie żadnych zdjęć.

Czy to wszystko można nazwać inaczej niż po prostu niewyobrażalnym pechem?

Ale, żeby nie było, że tylko narzekam.

Podczas tych dwóch dni kilka naprawdę fajnych rzeczy się udało.

W Filadelfii w pierwszej kolejności poszliśmy do więzienia Eastern State Penitentiary i o tym, jak bardzo nam się podobało pisaliśmy już tutaj.

Kolejnym celem było Philadelphia Museum of Art, ale do środka nie wchodziliśmy. Za to Przemek wbiegał po schodach. Jak Rocky, o tutaj:

Przed muzeum stoi nawet pomnik Rocky’ego. I ze szczytu schodów rozciąga się piękny widok na miasto.

Spacerując po mieście zajrzeliśmy też na stację kolejową przy 30. ulicy – 30th Street Station. Stylem przypomina Grand Central w Nowym Jorku i jest prawie tak samo ładna.

Kolejna rzecz, która zdecydowanie nam się udała to zjedzenie na kolację Philly Cheese Steak’a w podobno jednej z najlepszych miejscówek w Filadelfii: Jim’s Steak. To słynna kanapka składająca się z drobno pokrojonej wołowiny i podsmażanej cebulki oraz roztopionego sera podawana w podłużnej bułce. Została wymyślona właśnie w Filadelfii. Na dwóch zdjęciach możecie też zauważyć żółtą puszkę. Jej zawartość powinna od razu rozjaśnić twarz każdego fana prozy Harlana Cobena oraz głównego bohatera większości jego książek – Myrona Bolitara. Otóż napój w żółtej puszcze to Yoo-Hoo, którym Myron raczył się namiętnie przez prawie wszystkie książki. Jest to napój kakaowy, przypomina trochę Nesquick’a, nie jest więc idealnym dodatkiem do solidnej buły z wołowiną, jednak przez wzgląd na Myrona był to najlepszy wybór w tamtym momencie.

W Waszyngtonie za to jedliśmy pyszne burgery w knajpie The Front Page.

No i obejrzeliśmy piękny zachód słońca przy Lincoln Memorial i Reflecting Pool w Waszyngtonie.

Więcej na temat Government Shutdown możecie przeczytać tu (po polsku) i tu. Nie zdarza się zbyt często – to, na które my trafiliśmy w 2013 trwało 16 dni i było 3. najdłuższym w historii, ale poprzednie zamknięcie było prawie 20 lat wcześniej – na przełomie 1995 i 1996 roku.

W Filadelfii na poszukiwanie dobrego jedzenia i ciekawego klimatu warto udać się – szczególnie wieczorem – do South Philly, czyli w prostokąt ulic: S 10th, 2nd, Pine i Fitzwater.

Washington Monument był remontowany, ponieważ jego konstrukcja ucierpiała podczas trzęsienia ziemi w 2011 roku. Od 2014 ponownie jest otwarty dla zwiedzających.

Jeden nocleg spędziliśmy na trasie pomiędzy Filadelfią a Waszyngtonem, w Wilmington w motelu Red Roof Inn, drugi w motelu w Alexandrii, skąd łatwo dostać się do Waszyngtonu metrem. Niestety akurat ten motel chyba już nie działa, więc nie możemy polecić Wam żadnego noclegu w tych okolicach. Z Filadelfii lecieliśmy do Karoliny Południowej, do Myrtle Beach. W noc przed wylotem zatrzymaliśmy się przy lotnisku, w motelu Microtel Inn & Suites.


Jeśli spodobał Ci się ten tekst - zostań z nami!

Nie przegap niczego!

Zapisz się na nasz newsletter!