Zabieramy nas na weekend do Małopolski, do Zatoru. I wbrew oczekiwaniom wcale nie do Energylandii. Co ciekawego można robić w okolicy?

Drugą część naszego krótkiego (tylko tygodniowego) czerwcowego urlopu spędziliśmy w Małopolsce, w miejscowości Zator. Ręka do góry, kto słyszał o Zatorze zanim powstała tam Energylandia? My niestety rąk nie podnosimy, dla nas Zator = Energylandia, koniec. To znaczy tak było zanim tam pojechaliśmy. Gdy dostaliśmy propozycję odwiedzenia jednego z tamtejszych obiektów hotelowych, stwierdziliśmy, że wypad do największego w Polsce parku rozrywki z niespełna dwulatkiem to chyba nie jest najlepszy pomysł. Dziecko trochę za małe, pojedziemy jak podrośnie. Cóż więc będziemy tam robić? Okazało się, że w okolicy nudno nie jest i wcale nie narzekaliśmy na brak zajęć.

Scandinavia Resort

W Zatorze zatrzymaliśmy się w Scandinavia Resort. Jest to bardzo ciekawie zaaranżowana przestrzeń – zdecydowanie nie jest to typowy hotel. Główne wejście na dziedziniec kompleksu prowadzi przez restaurację Scandi Restaurant. O samej restauracji będzie za chwilę, bo zdecydowanie zasługuje ona na osobny akapit. Wróćmy na dziedziniec. Jest on otoczony z każdej strony przez… domki w stylu skandynawskim. Różnokolorowe fasady stykają się ze sobą, co sprawia, że atrium nie dość, że jest miłe dla oka to jeszcze jest osłonięte od wiatru.

Nocleg

W obiekcie dostępne są apartamenty dla 2-4 osób oraz domki przeznaczone dla 4-6 osób. My zatrzymaliśmy się w domku w segmencie C, którego wystrój opisany jest jako Scandinavian Dark. Powiem Wam, że wnętrzami byliśmy zachwyceni. Dużo ciepłego drewna, miękkich kanap i typowego skandynawskiego wyglądu. Moim zdaniem zadowolą one nawet te bardziej wyrafinowane gusta wnętrzarskie. Po prostu bardzo przyjemnie się tam przebywa. Domek jest piętrowy, na parterze jest niewielki salonik z rozkładanymi sofami oraz łazienka, a na piętrze dwie sypialnie: jedna z podwójnym łóżkiem, druga z dwoma pojedynczymi.

Przed wejściem znajduje się niewielki taras. Oddzielono go od pozostałych domków, dzięki czemu nie odczuwa się obecności innych gości i można spokojnie relaksować się w fotelu.

Restauracja Scandi Restaurant

Jedzenie w Scandinavia Resort nas zachwyciło. Mieliśmy okazję skosztować wielu dań z karty i żadne (!) nas nie rozczarowało. Czarny makaron z krewetkami, rostbef z Australii, chłodnik z wędzonym łososiem, burgery, świetna pizza. Nawet dość zwyczajna sałatka cezar była zrobiona po mistrzowsku! Już o przepysznych deserach i smacznych drinkach (z alkoholem i bez) nie wspomnę. Kucharze, jak i cała obsługa dwoją się i troją, żeby goście byli zadowoleni. W lokalu jest szeroki wybór kraftowych piw, a także… kraftowa wódka.

Wódka Jakob Haberfeld, której możecie tutaj skosztować to lokalna wódka produkowana w Oświęcimiu, zgodnie z przedwojennymi recepturami. Co ciekawe, wódka ta jest… koszerna. Dostępnych jest kilka rodzajów, warto zamówić zestaw degustacyjny.

Scandi Beach

Na terenie obiektu znajduje się także sztuczna plaża wraz z beach barem. Świetne miejsce na odpoczynek zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorem. Podczas naszego pobytu jeden dzień był bardzo gorący – postanowiliśmy wtedy odpuścić wycieczki i cały dzień spędziliśmy w resorcie. Do południa Rysio grzebał w piasku (na miejscu dostępny jest cały piaskownicowy ekwipunek!) , a my odpoczywaliśmy na leżaczkach popijając lemoniadę. Jak urlop to urlop! Tuż obok jest także dostępne boisko do siatkówki plażowej.

Pobyt z dzieckiem

Resort nastawiony jest na pobyt rodzin z dziećmi, więc można znaleźć udogodnienia dla takich gości. W restauracji oczywiście dostępne są krzesełka do karmienia, a na dziedzińcu stoją stoliki z zabawkami. Pewnym utrudnieniem dla rodzin z malutkimi dziećmi mogą byś schody w domkach – trzeba uważać, żeby maluch z nich nie spadł. Dla nas wstawiono łóżeczko turystyczne do drugiej sypialni i to wystarczyło, żeby spać spokojnie. Trzeba także zwrócić uwagę, że w domkach są prysznice typu walk-in, bez brodzika. Osobiście uwielbiam to rozwiązanie, ale na pobyt a małym dzieckiem, które prysznica się boi trzeba mieć opracowany plan działania na wieczorne kąpiele.

Prześpij się w… kontenerze!

Warto wspomnieć, że po drugiej stronie ulicy już na początku lipca otwiera się nowa noclegowa część – Scandinavia Marine. Tutaj pokoje mieszczą się w… morskich kontenerach! Kolorowych, ustawionych jeden na drugim, w pozornym chaosie. Koncept jest bardzo interesujący. Widzieliśmy pokoje jeszcze przed otwarciem i zaskoczyło nas to, jak w nich jest dużo miejsca! Są dostępne pokoje 2, 4 i 6-osobowe, kontenery są klimatyzowane, w każdym jest łazienka. To będzie naprawdę wyjątkowe miejsce na nocleg!

Co robić w Zatorze i okolicach?

Energylandia

Punkt numer jeden okolicznych atrakcji. To największy park rozrywki w Polsce i raczej nie trzeba go Wam tutaj przedstawiać. Znajduje się 3 km od Scandinavia Resort i jeśli zatrzymacie się tutaj to do Energylandii możecie podjechać hotelowym autobusem. I to nie byle jakim – to typowy amerykański żółty autobus szkolny! Jest to o tyle wygodne, że nie musicie martwić się o parkowanie pod Energylandią.

Więcej o Energylandii przeczytacie tutaj.

Zatorland

Gdy już znudzi się Wam Energylandia (ha! ha! ha!) albo (tak jak my) macie malutkie dzieci i nie potrzebujecie więcej ekstremalnych doznań 😉 możecie zajrzeć do pobliskiego Zatorlandu. To park rozrywki, którego największą atrakcją są ruchome dinozaury.

Miałam pewne obawy co do poziomu kiczowatości realizacji koncepcji ruszających się prehistorycznych gadów, ale muszę Wam powiedzieć, że byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Część poświęcona dinozaurom znajduje się w dość gęstym lesie, co robi naprawdę super klimat. Modele wyglądają całkiem fajnie i większość z nich porusza się dość realistycznie. Na tyle realistycznie, żeby wystraszyć dziecko poniżej 2. roku życia, więc weźcie to pod uwagę. Fajne jest też to, że oprócz funkcji rozrywkowej park spełnia też rolę edukacyjną. Jest tu dużo tablic informacyjnych mówiących o tym, na jakiego gada patrzycie. Dla fanów dinozaurów – miejsce nie do pominięcia!

Aż chce się obejrzeć jeszcze raz Jurassic Park!
Ktoś tu się przestraszył dinozaura…

Z kolei w Parku Owadów można przyjrzeć się olbrzymim eksponatom przedstawiającym takich przyjemniaczków, jak karaluch, kleszcz, czy modliszka. Wygląda w porządku, ale robi dużo mniejsze wrażenie niż dinozaury.

Oprócz niewielkiego lunaparku, w którym jest kilka karuzel czeka na Was jeszcze jedna atrakcja: Park Mitologii. Moim zdaniem to najsłabsza część, ale dobra, żeby pospacerować i odpocząć. Idąc wzdłuż dość dużego zbiornika wodnego będziecie mieli okazję przyjrzeć się różnym postaciom z mitologii, a także obejrzeć pokaz fontann. Ot i tyle.

Warto pamiętać, że sporo tras i alejek w całym parku wysypanych jest drobnymi kamykami, co zdecydowanie utrudnia poruszanie się z wózkiem dziecięcym o małych kołach (i przypuszczam, że z wózkiem inwalidzkim również nie jest to najwygodniejsze).

Więcej o Zatorlandzie przeczytacie tutaj.

Park Miniatur Świat Marzeń

Kilka kilometrów od Zatoru, w Inwałdzie znajduje się Park Miniatur Świat Marzeń. Żałuję, że nie udało nam się tam dotrzeć, ale upał nas pokonał i stwierdziliśmy, że spacer na otwartym słońcu nie będzie należał do najprzyjemniejszych. Niemniej jednak będąc w okolicy następnym razem na pewno tam zajrzymy.

W Parku znajdują się miniatury znanych budowli z całego świata, większość w skali 1:25, 1:15, a nawet 1:10, czyli dość spore. Na tyle duże, żeby można było wokół nich spacerować. Ciekawa alternatywa na podróżowanie po świecie w czasach koronawirusa, nie sądzicie?

Muszę przyznać, że zaintrygowały mnie już bilboardy, które spotkaliśmy w drodze do Zatoru, mówiące o „największym murze chińskim w Europie”. Ale że co takiego? Hasło dość kiczowate, ale jednak skłoniło mnie do tego, żeby sprawdzić, o co chodzi. W Parku Miniatur od tego roku można przespacerować się po fragmencie Chińskiego Muru w skali 1:2.

Więcej o Parku Miniatur Świat Marzeń w Inwałdzie przeczytacie tutaj.

Wycieczka Wiślaną Trasą Rowerową

Wiedziałam, że zanim dotrzemy do Zatoru będziemy na rowerach w Dolinie Baryczy, więc zaczęłam szperać w Google Maps w poszukiwaniu ciekawych tras w okolicach Zatoru. Szkoda, żeby te kilka dni rowery kurzyły się na bagażniku. Bardzo szybko znalazłam szlak Velo Małopolska czyli Wiślaną Trasę Rowerową, która biegnie wzdłuż Wisły, kilka kilometrów od granic miasta. Upatrzyłam miejsce, gdzie możemy zostawić auto, żeby wskoczyć na trasę i jak tylko nadarzyła się okazja, ruszyliśmy.

Akurat pogoda w weekend trafiła nam się wspaniała i upalna na tyle, że jazda w ciągu dnia odpadała, ale postanowiliśmy chociaż kilka kilometrów zrobić wieczorem. Trasa jest doskonale przygotowana, jedzie się przyjemnie, choć pewnie na dłuższą metę może robić się nudno. Jednak na jazdę z przyczepką są to idealne warunki. O ile nie wieje. Przy wietrze może być dość ciężko jechać na takiej otwartej przestrzeni. Z tego, co czytałam u Szymona z bloga ZnajKraj, w Małopolsce jest teraz coraz więcej wspaniałych i świetnie przygotowanych tras rowerowych, więc czuję, że wrócimy tutaj na dłuższe pedałowanie.

Jadąc od strony Zatoru samochód zostawiliśmy tutaj. Nie ma tam oficjalnego parkingu, ale to boczna droga i zaparkowaliśmy na poboczu.

Przed wyruszeniem warto zapoznać się z mapą, na której zaznaczone są aktualnie nieczynne odcinki (np. z powodu remontu wałów) i jak wyznaczono objazdy. Mapę znajdziecie tutaj.

Wycieczki po okolicy

Zator położony jest w tak atrakcyjnym rejonie, że w mniej niż pół godziny dojedziecie stąd do Oświęcimia, Wadowic, czy Kalwarii Zebrzydowskiej. Dojazd do centrum Krakowa zajmuje godzinę, więc nawet tam można wybrać się w ramach jednodniowej wycieczki.


Do Zatoru przyjechaliśmy na zaproszenie Scandinavia Resort – bardzo dziękujemy! Niemniej jednak wszystkie opinie zawarte w tekście są szczere i subiektywne.