Właśnie wróciliśmy z naszego pierwszego wyjazdu we trójkę i na świeżo spisuję nasze powyjazdowe refleksje. Sama chętnie bym takie poczytała przed pierwszą podróżą, więc mam nadzieję, że będą dla Was przydatne.

Najważniejszy wniosek po pierwszym wyjeździe z Rysiem to: podróżując z dzieckiem trzeba całkowicie zmienić swoje nastawienie, być elastycznym i dostosowywać się do sytuacji. I będzie cudownie 🙂

Słowem wstępu: Rysiek ma 4 miesiące i właśnie odbył swoje dwa pierwsze 5,5-godzinne loty samolotem i spędził dwa tygodnie na Kanarach. Było świetnie!

Nie mam natomiast zamiaru nikogo do niczego namawiać. Dzielę się z Wami naszymi doświadczeniami i mam nadzieję, że komuś się przydadzą, ale to naprawdę tylko Wy jako rodzice wiecie czy, kiedy i dokąd chcecie ze swoim dzieckiem pojechać po raz pierwszy.

Dokąd i na jak długo jechać?

Zdecydowaliśmy się na Wyspy Kanaryjskie, konkretnie na Gran Canarię. Byliśmy tam już raz – 6 lat temu w podróży poślubnej, więc była to dodatkowo trochę taka podróż sentymentalna 😉 Cel naszej pierwszej podróży z Rysiem był uzależniony od pory roku – chcieliśmy lecieć zimą gdzieś, gdzie temperatura będzie przyjemna i nie będzie smogu. Rozważaliśmy też Cypr oraz Fuerteventurę. Ostatecznie padło na Gran Canarię głównie ze względu na to, że już tam byliśmy (ale dawno), wiedzieliśmy czego się spodziewać i nie chcieliśmy mieć wielkiego ciśnienia na zobaczenie wszystkiego. Polecam takie podejście – gdybyśmy pojechali w nowe miejsce na pewno bardziej zależałoby mi na zwiedzaniu i odhaczaniu kolejnych punktów. Ta decyzja pomogła nam zwolnić.

Dodatkowo wyczytałam, że w podróżach z małym dzieckiem warto jeździć przynajmniej na 2 tygodnie ze względu na aklimatyzację dziecka w nowym miejscu. No tego to mi dwa razy powtarzać nie było trzeba! Jak byliśmy w podróży poślubnej wypożyczyliśmy samochód na 3 dni i w sumie trzeciego dnia nie mieliśmy już za bardzo co robić (takie to były z nas podróżniki 😉 ). Teraz wiem, że podróżując bez dziecka tydzień na Gran Canarii wystarczy, żeby zobaczyć większość wyspy. A dwa tygodnie z dzieckiem pozwoli codziennie spokojnie jechać w inne miejsce lub zrobić sobie dzień przerwy, wtedy kiedy tego potrzebujecie. Na kolejne dwa tygodnie pewnie też znaleźlibyśmy sobie nowe miejsca do zobaczenia.

Z dzieckiem w góry i w chmury – wydaje się, że największe ograniczenia są w naszej głowie.

Podróż samolotem

W Ryanair dziecku do 2 lat przysługuje bezpłatny przewóz dwóch rzeczy z trzech do wyboru: łóżeczka turystycznego, wózka lub fotelika samochodowego. Łóżeczko mieliśmy zapewnione w wynajmowanym mieszkaniu, więc przewoziliśmy wózek i fotelik. Wózek można zabrać aż do drzwi samolotu, co jest bardzo wygodne, bo nie trzeba przez cały czas trzymać dziecka na rękach. W teorii powinni zwrócić go Wam także przy drzwiach samolotu przy wysiadaniu. W praktyce na Gran Canarii wózek czekał na pasie z bagażem ponadwymiarowym, ale w Modlinie w drodze powrotnej czekał przy samolocie.

Ponadto lecąc z niemowlakiem w Ryanair przysługuje Wam na dziecko bagaż podręczny do 5 kg bez limitu wymiarów.

Świetnym patentem okazało się przystawianie dziecka do piersi na czas startu i lądowania. Ma to oczywiście zapobiegać zatykaniu się uszu i w naszym przypadku okazało się skuteczne, bo Rysiek nie miał żadnych dolegliwości z tym związanych. Trzeba oczywiście to odpowiednio wycyrklować – żeby dziecko na czas startu i lądowania było odpowiednio głodne i chętnie ssało. W drodze powrotnej musieliśmy Rysia obudzić rano przed podróżą na lotnisko, a potem przez kolejne 3 godziny nie udało mu się przysnąć i zasnął kamiennym snem dosłownie tuż przed startem – jak tylko ułożyłam go na rękach w pozycji do karmienia. Musieliśmy go dobudzać na siłę, żeby trochę pojadł. Przy okazji polecam w takim przypadku łaskotanie w pięty i pod brodą.

Poza tym Ryś loty zniósł znakomicie. Trochę pospał na naszych nogach, trochę się pobawił, a przez resztę czasu zaczepiał współpasażerów i stewardessy. Tak naprawdę fakt, że ma dopiero 4 miesiące działał na jego (i naszą korzyść) – nie jest jeszcze mobilny, więc nie było problemu z utrzymaniem go na rękach, czy kolanach.

Samolot z niemowlakiem
Tak wyglądało spanie na kolanach w tanich liniach lotniczych. Wbrew pozorom – nie było tak źle!

Wózek

Rysiek jeszcze nie siedzi samodzielnie, więc póki co jeździ w gondoli. Z oczywistych względów (rozmiar!) nie chcieliśmy jej zabierać ze sobą. Mamy wózek Bebetto Luca, który jest wózkiem 2w1 i w tym modelu spacerówka rozkłada się prawie na płasko, zatem dziecko może podróżować na leżąco. Dodatkowo wózek da się złożyć bez odpinania spacerówki, co nie jest możliwe w przypadku gondoli (trzeba odpiąć gondolę i osobno złożyć sam stelaż). Ponadto dziecko mało w niej widzi, a w spacerówce rozłożonej na płasko może obserwować dużo więcej. Postanowiliśmy spróbować ze spacerówką z naszego codziennego wózka i przetestować ją w podróży. Zanim kupimy wózek na wyjazdy.

Puerto de Mogan

Po powrocie możemy powiedzieć, że dużym plusem naszego codziennego wózka są pompowane koła, dzięki którym wózek lekko i przyjemnie się prowadzi. Ryśkowi pasowała spacerówka, obawiam się, że teraz nie będzie chciał wrócić do gondoli. Największym minusem tego wózka jest jego waga i rozmiar. Przemek nieźle się nagimnastykował składając, rozkładając wózek i wkładając i wyjmując go do/z bagażnika. Kilka razy dziennie. Z plusów jeszcze: jesteśmy teraz ekspertami w błyskawicznym jego składaniu i rozkładaniu (łącznie z odpinaniem kół).

Teraz szukamy wózka typowo do podróży. Może możecie coś polecić?

Fotelik samochodowy

Z tematem fotelika mieliśmy niezły zgryz. Na cały pobyt mieliśmy wypożyczony samochód, więc fotelik był obowiązkowym gadżetem. Z jednej strony można za niego dopłacić w wypożyczalni, ale nie mieliśmy pewności co do dostępności, ani tym bardziej co do jakości rzeczonego fotelika. Woleliśmy zabrać swój, ale z drugiej strony baliśmy się nadać go na bagaż wiedząc jak „delikatnie” obsługa na lotnisku potrafi obchodzić się z walizkami. Fotelik to jednak dość delikatny sprzęt. W regularnych liniach lotniczych można przewozić fotelik (posiadający odpowiedni certyfikat) na pokładzie samolotu i może w nim siedzieć dziecko. Sytuacja jest odmienna w tanich liniach lotniczych – tam fotele są węższe i nie jestem pewna, czy w ogóle istnieją na rynku foteliki, które się w nich mieszczą (choć regulacje linii lotniczych na to pozwalają).

Nie mieliśmy zatem wyjścia i fotelik nadaliśmy na bagaż – pakując go uprzednio w specjalny worek transportowy, ale o tym przeczytacie w tekście o gadżetach dla niemowlaka w podróży.

Hotel czy mieszkanie?

Przez chwilę zastanawiałam się nad wyborem hotelu i all-inclusive. Głównie ze względu na to, że nie musielibyśmy martwić się o jedzenie. Ale bardzo szybko porzuciłam tę myśl na rzecz wynajmu mieszkania z pełnym wyposażeniem. Nasz apartament był wyposażony w łóżeczko turystyczne i wanienkę dla dzieci, na życzenie także w krzesełko do karmienia (my jeszcze go nie potrzebujemy) a także przede wszystkim w pralkę. Szukając mieszkań w serwisie airbnb możecie filtrować po takich, które mają łóżeczko na wyposażeniu – to bardzo wygodne. Dużo bardziej niestandardowa jest wanienka i zastanawiałam się, gdzie będziemy kąpać Ryśka, ale okazało się, że są mieszkania, które zapewniają także wanienkę dla dziecka. Super!

Co do samego łóżeczka – ostatecznie nie było nam potrzebne w ogóle. W domu Rysiek śpi głównie z nami, nie wiem dlaczego zakładałam, że na wyjeździe będzie inaczej. Pewnie gdyby nasze łóżko było jakieś małe to zmusiłabym się do tego, żeby odkładać syna do łóżeczka, ale nie było takiej potrzeby (ani woli w narodzie).

Jedzenie

Idealna sytuacja jest wtedy kiedy dziecko jest w 100% karmione piersią. Nie trzeba się wtedy absolutnie o nic martwić, bo pokarm jest zawsze gotowy do podania. Dlatego moim zdaniem z dzieckiem „na piersi” warto wyjechać na wakacje zanim skończy 6 miesięcy i zacznie się rozszerzanie diety. Niesamowicie to wygodne. Ten wyjazd pozwolił także mi na oswojenie się z karmieniem w miejscach publicznych, co z resztą przyszło zupełnie naturalnie i nigdzie nie czułam się w żaden sposób nieswojo z tego powodu. W tym temacie oprócz typowych bluzek do karmienia polecam kupić bawełniane podkoszulki na ramiączkach (w Lidlu mają takie 3-paki w różnych kolorach na cieniutkich, rozciągliwych ramiączkach za jakieś grosze) i zakładać je pod swoje zwykłe t-shirty. Można wtedy spokojnie podwinąć bluzkę do góry i nie pokazuje się połowy brzucha i pleców wszystkim wokół, bo są zakryte podkoszulką. Rzadko kto w ogóle widzi, że karmicie.

Gran Canaria
W Puerto de Mogan jedzenie najpierw dostał Rysiek 😉

Przewijanie

Przewijanie w samolocie wymaga pewnej ekwilibrystyki, ale nie jest niewykonalne. Nawet Przemkowi, który ma 192 cm wzrostu się to udało. W Ryanairze przewijaki znajdują się w toaletach z tyłu samolotu, więc warto wybrać miejsca gdzieś z tyłu, żeby było bliżej. Przewijak znajduje się nad sedesem i nie jest zbyt duży, Rysiek leżał na nim po skosie.

Jeśli chodzi o Gran Canarię to nie spotkaliśmy się tam NIGDZIE (poza lotniskiem) z przewijakiem, a sprawdzaliśmy to w każdej restauracji i miejscu publicznym, w którym byliśmy. W w związku z tym dziecko przewijaliśmy najczęściej w wózku, w jakimś choć trochę ustronniejszym miejscu. Jest tam na tyle ciepło przez cały rok, że nie stanowi to problemu. Jeśli było chłodniej, pieluchę zmienialiśmy na tylnym siedzeniu w samochodzie, ale to było dużo mniej wygodne.

Co zabrać ze sobą?

Wydawać by się mogło, że WSZYSTKO.

Tak, chcieliśmy zabrać WSZYSTKO.

Na szczęście dziecięce ubranka nie zajmują dużo miejsca, no ale wiadomo – dzieci mają magiczną właściwość szybkiego brudzenia nieskończonej liczby ciuszków, więc trzeba mieć trochę zapasu. Ale jeśli wynajmujecie mieszkanie z pralką to nie ma co się tym za bardzo przejmować i nie warto przesadzać z ilością.

W Hiszpanii niestety nie ma Rossmanna (z którego korzystamy najczęściej w kwestii dzieciowych zakupów), ale ze znanych w Polsce sieci jest Lidl, w którym można dostać rzeczy typu pieluchy, mokre chusteczki itp.

Przydatne okazały się podkłady jednorazowe. Jeden z nich położyliśmy na kanapie w salonie, na niego prześcieradełko i to było jedno z miejsc gdzie odkładaliśmy Rysia, żeby się pobawił bez obaw, że przypadkiem kanapa padnie ofiarą jakiegoś przecieku (z dowolnego otworu 😉 ). Polecam zabranie dziecięcego prześcieradełka bez gumki, albo dorosłego starego prześcieradła, na którym Wam nie zależy i możecie zostawić je na miejscu. Do tego oczywiście kilka pieluch tetrowych, które mają wiele zastosowań, ale to na pewno już wiecie, bo korzystacie z nich na co dzień w domu. My używamy jeszcze małych kwadratowych ręczniczków z IKEI, zabraliśmy ze sobą kilka sztuk.

Pediatra podpowiedziała nam, żeby zakupić i zabrać ze sobą inhalator. Z jego pomocą można podleczyć pierwsze objawy przeziębienia, a także może się przydać w przypadku konieczności podania innych leków. Inhalator w ogóle przyda się prędzej, czy później, więc kupiliśmy i zabraliśmy go ze sobą. Oczywiście (na szczęście) nie był potrzebny, a zajął strasznie dużo miejsca. Następnym razem porządnie zastanowię się, czy pakować go do walizki. Co innego w przypadku podróży samochodem, a co innego gdy leci się samolotem i jednak bagaż jest dość ograniczony. Albo może powinnam znaleźć jakiś bardziej kompaktowy model.

Dodatkowo na co dzień w dużej mierze korzystamy z pieluch wielorazowych i jestem do nich już tak przyzwyczajona, że bardzo chciałam zabrać je ze sobą. Obecność pralki w apartamencie i hiszpańskie słońce tylko mnie do tego zachęciły. Niestety nasz obecny zestaw nie sprawdza się już, bo Ryś wyrósł z większości wkładów (dla tzw. newborn-ów, czyli najmniejszych dzieci), co powodowało często przecieki i ciągłe przebieranie dziecka. Niestety nie zawsze były ku temu warunki, więc ostatecznie z wielorazówek korzystaliśmy tak jak w domu, czyli na wyjścia i na noc pieluchy jednorazowe, a przez pozostały czas wielorazówki. I tak też było OK. A dzięki suszeniu na hiszpańskim słońcu przywiozłam do domu bielutkie wkłady (słońce doskonale odplamia pieluchy!).

Kilka innych typowo dziecięcych i wyjazdowych gadżetów opisuję w osobnym tekście, choć jestem przekonana, że to wierzchołek góry lodowej.


Bardzo się cieszę, że wyjechaliśmy w pierwszą podróż z Rysiem jak miał 4 miesiące. To był świetny czas dla naszej rodziny, który mieliśmy okazję spędzić razem w pięknym, ciepłym i słonecznym miejscu. No i pierwsze koty za płoty – kolejne wyjazdy będą jeszcze lepsze!

A jak Wasze pierwsze wyjazdy z dziećmi? A może są jeszcze przed Wami? Chętnie posłucham dobrych rad na kolejne podróże. Dla nas nadal to wszystko jest dość nowe, więc pewnie niektóre rzeczy dałoby się zrobić lepiej. Dajcie znać!

Gran Canaria
Pozdrawiam!
Może Was także zainteresować nasz tekst o 5 gadżetach na pierwszą podróż z niemowlakiem.