Mój poszukiwawczy nos podróżniczy jest wyczulony na miejscowości z „Bad” w nazwie. Szczególnie jeśli ma to być miejscówka na narty i do tego w Austrii. Bo to oznacza dwie najprzyjemniejsze rzeczy zimą w jednym miejscu: narty i termy.

Zapraszam do Bad Gastein w Austrii.

Bad Gastein to znana austriacka miejscowość uzdrowiskowa położona niedaleko Salzburga.

Dla tych lubiących literackie porównania polecam „Czarodziejską Górę” Tomasza Manna. Chociaż sama jej nie skończyłam (och, za ciężkie to było), to od razu po przyjeździe do Bad Gastein nasunęło mi się skojarzenie do uzdrowiska w Davos, w którym przebywał główny bohater (przez kilka lat!). Tam po prostu czas zdaje się płynąć wolniej.

Miejscowość jest urokliwa – leży w dolinie, więc prawie wszystkie wąskie uliczki wiodą albo w górę, albo w dół. A przy nich jest mnóstwo hotelików, pensjonatów, kościołów i kamienic rodem z XIX wieku.

Bad Gastein

Musi być tam pięknie latem!

Skoro Bad, to musi być i uzdrowisko. I jest! W dolinie znajduje się 17 źródeł radonowych, z których można korzystać w tutejszych termach: Felsentherme w Bad Gastein i Alpentherme w pobliskim Bad Hofgastein. Nie wiem, jak Wy, ale ja po całym dniu na nartach po prostu uwielbiam moczyć się w ciepłej wodzie! Sprawdziło nam się to w Bad Kleinkirchheim, sprawdziło się w Bad Gastein. Polecam!

Wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie w Bad Gastein – Relaxed 13 Apartament. Luksusów może nie ma, ale jest czysto, przyjemnie i relatywnie niedrogo. Ponadto mieszkanie jest kompletnie wyposażone. W okolicy jeżdżą skibusy dowożące zainteresowanych na stok, ale my jeździliśmy własnym samochodem (leniuchy), więc nie wypowiadam się w kwestii publicznego transportu.

No dobrze, ale przyjechaliśmy przecież na narty.

Bad Gastein

fot. Anna Bloch

Stoki wyglądają tak:

bad_gastein

Naszą bazą wypadową było Bad Gastein – najczęściej zostawialiśmy auto pod dolną stacją kolejki na Stubnerkogel i wjeżdżaliśmy na górę. Stamtąd można jechać albo z powrotem na dół, albo w drugą stronę – do stacji Angertal, albo jeszcze dalej na Schlossalm. Te trzy ośrodki razem tworzą kompleks Schlossalm-Angertal-Stubnerkogel: razem to ponad 50 wyciągów i 200 km tras, więc jest gdzie jeździć. Jedna z ciekawszych tras to Hohe Scharte Nord (na mapie powyżej to trasa H1+H2+H2a oznaczona żółtymi kropkami położona skrajnie po prawej stronie) prowadząca z Hohe Scharte do Bad Hofgastein. Trasa ma aż 10,4 km długości i 1440m różnicy wysokości! Po jednym zjeździe miałam już dosyć 😉 Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że dół trasy był strasznie oblodzony, a tego nie znoszę. Ale trasa jest naprawdę super i to jedna z najdłuższych tras zjazdowych we wschodnich Alpach.

Bad Gastein

fot. Anna Bloch

Na Stubnerkogel warto wjechać nawet jeśli nie jeździ się na nartach, ani na desce. Na szczycie jest najwyżej położony most wiszący w Europie. Ma 140m długości i jest zawieszony nad 28-metrową przepaścią. Jest także taras widokowy.

O regionie narciarskim więcej można przeczytać na stronie SkiGastein. Jest tam również sklep internetowy, w którym możecie on-line obliczyć cenę i zakupić karnety na konkretny termin. W okresie około-sylwestrowym karnet na 5 dni to koszt około 215EUR dla osoby dorosłej, honorowane są zniżki studenckie.

Będąc w Austrii trzeba spróbować Germknödel:

Germknodel

fot. Anna Bloch

To spora kluska drożdżowa gotowana na parze – w Polsce znana jako buchta, albo pampuch, tyle, że dużo większa. Nadziana powidłami śliwkowymi, polana ciepłym sosem waniliowym i posypana słodkim rozdrobnionym makiem. No niebo w gębie! Jestem gotowa pojechać do Austrii tylko dla tej kluski, serio! A tutaj dowód na to, że nawet Przemek dał się skusić na spróbowanie Germknödel, a musicie wiedzieć, że na świecie są tylko 3 rzeczy których on nie je: śledzie, kisiel i właśnie mak!

Bad Gastein

fot. Anna Bloch

Przy okazji wyjazdu w Alpy na narty, to jeśli nie macie swoich nart, proponuję wypożyczyć sprzęt w Polsce, np. w Warszawie w Aquasport. Czas wynajmu będzie dłuższy, ale i tak wyjdzie taniej niż pożyczać sprzęt na miejscu. Ostrzenie i smarowanie też lepiej zrobić jeszcze w Polsce, bo inaczej prawdopodobnie nie zrobią Wam tego na poczekaniu, a szkoda tracić cenny czas na miejscu ($ z resztą też).

Połamania nart!

Prace nad filmikiem trwają, zatem stay tuned!

Za brakujące zdjęcia dziękuję Ani 🙂 :*


Jeśli spodobał Ci się ten tekst - zostań z nami!

Nie przegap niczego!

Zapisz się na nasz newsletter!