Co będziemy robić przez najbliższy miesiąc? Wracamy do naszego ulubionego wakacyjnego kraju, czyli do Stanów Zjednoczonych! Będzie to nasz najdłuższy wyjazd do tej pory, ale sama podróż będzie ciekawa i wyjątkowa z kilku powodów. Jakich? Zapraszam na zapowiedź!

Jeden miesiąc.

Dwa wybrzeża.

Trzy pokolenia.

Milion – poziom ekscytacji!

Jedziemy na cały miesiąc!

Do tej pory nasz najdłuższy wyjazd trwał trochę ponad 3 tygodnie, teraz ruszamy na calutki miesiąc! Emocjonujemy się tym bardzo, bo jesteśmy ciekawi jak damy radę w takiej dłuższej podróży. Wydaje nam się, że bardzo długie wyjazdy są nie dla nas, nawet pół roku to chyba za długo, ale po cichu marzy nam się wyjazd na 2-3 miesiące. Kiedyś. Póki co zobaczymy jak damy radę przez miesiąc.

Zabieramy ze sobą roczne dziecko!

Nie dość, że na miesiąc to jeszcze z małym dzieckiem, poszaleli. Rysiek do tej pory wykazał się doskonałym zmysłem podróżniczym (mamy nadzieję, że odziedziczył to po rodzicach) i wszystkie podróże zniósł doskonale. Loty samolotem są mu niestraszne. Do tej pory leciał 6h na Gran Canarię i 2h do Bolonii. Teraz czekają go oczywiście dłuższe loty. Najpierw z Amsterdamu do Waszyngtonu (8,5h), a z powrotem z Las Vegas do Zurychu (11h!). Powrotu obawiam się najbardziej, ale lecimy na noc, więc mam nadzieję, że jakoś to wszyscy przetrwamy. Jednak każdy lot z nim jest inny, bo inaczej podróżuje się z 4-miesięcznym niemowlakiem, a inaczej z rocznym maluchem.

Samolot z niemowlakiem
Tak wyglądało spanie na kolanach w tanich liniach lotniczych. Wbrew pozorom – nie było tak źle!

Po Stanach będziemy oczywiście poruszać się wynajętym samochodem, zabieramy ze sobą swój fotelik RWF (czyli montowany tyłem do kierunku jazdy – tak jest zdecydowanie bezpieczniej). Plan obejmuje sporo godzin w samochodzie, ale naprawdę starałam się nie przesadzić, bo wiem, że nasze możliwości długiej jazdy (kochamy roadtripy!) niekoniecznie muszą być takie jak Rysia. Po Polsce nasz syn ma opanowane trasy do dziadków, czyli Warszawa – Suwałki i krótszą Warszawa – Kutno i ma za sobą także podróż do Cieszyna, czy Wieliczki. To twardziel, da radę po amerykańskich bezdrożach też! A przynajmniej mamy nadzieję!

No i jeszcze wisienka na torcie w temacie dziecka na wyjeździe – Rysiek będzie swoje pierwsze urodziny spędzał za oceanem! Aż żałuję, że nic z nich nie zapamięta, zdjęcia i filmy będą musiały wystarczyć.

Przez połowę wyjazdu będą z nami nasi rodzice!

No to skoro jesteśmy już w temacie urodzin to taka impreza wymaga odpowiednich gości. Dlatego mniej więcej w połowie wyjazdu dołączą do nas nasi rodzice! Wszyscy!

Oczywiście urodziny będziemy świętować przy okazji, a przez resztę czasu po prostu zabieramy ich na roadtrip po naszych ukochanych Stanach. Chcieliśmy to zrobić już od kilku lat, no i po każdym naszym powrocie do Polski dostawaliśmy pytania o to, kiedy zorganizujemy taki wyjazd dla nich. Pomyślałam, że taki spokojniejszy wyjazd z małym dzieckiem (bez żadnych namiotów) będzie idealną okazją, żeby zabrać także rodziców. Ponadto odwiedzimy część miejsc, w których już byliśmy, więc jedziemy bez większej presji, co także utwierdza mnie w przekonaniu, że to była dobra decyzja.

Wśród naszych rodziców tylko moja Mama była do tej pory kilka razy w Stanach, bo od wielu lat mieszka tam jej siostra. Dla reszty naszych współtowarzyszy USA to zupełnie nowy kraj, dla mojego Taty to pierwsza tak długa podróż samolotem.

Po lewej moja mama Agnieszka, po prawej ciocia Elżbieta

Przy okazji: na zdjęciu powyżej mama z ciocią są na wycieczce w Londynie. Po latach wymyśliły, że będą się spotykać nie tylko w Polsce i w USA, ale gdzieś w Europie. Do tej pory były już w Londynie i Paryżu (plan ich podróży znajdziecie tutaj) oraz w Holandii. Teraz spotkają się w USA, destynacja na przyszły rok jeszcze nie została ustalona.

Już nie wspomnę o tym, że do opieki nad Ryśkiem zamiast dwóch osób, będzie sześć! Sprytnie sobie to wymyśliliśmy, co? 😉

Zależało nam na tym, żebyśmy wszyscy jeździli jednym autem, więc będziemy poruszać się 12-osobowym vanem, co też będzie dla nas nowym i (mam nadzieję!) wesołym doświadczeniem.

To co? Raz-dwa-trzy! Stany!

Jaki jest plan podróży?

Logistycznie to był dla mnie zdecydowanie najbardziej wymagający wyjazd – a jeszcze nawet nie ruszyliśmy! Zaplanowanie go to była istna ekwilibrystyka branży podróżniczej, więc lekko się stresuję i mam nadzieję, że wszystko wyjdzie super.

Podróż podzielona jest na trzy części.

I

Pierwsza rozpoczyna się już w tym tygodniu i dotyczy tylko trójki z nas, czyli mnie, Przemka i Rysia. Lecimy do Waszyngtonu, gdzie zostajemy na weekend, żeby nadrobić zwiedzanie tego, czego nie udało nam się zobaczyć w 2013 podczas government shutdown (czym jest zamknięcie rządu w USA i jakie ma konsekwencje dla turystów przeczytacie tutaj). Dorzucamy do tego kilka rzeczy takich jak zwiedzanie Kapitolu, Białego Domu (aaaa! nie możemy się doczekać!) oraz promu kosmicznego Discovery (to nasz trzeci do kolekcji, „zbierz je wszystkie” 😉 ).

Waszyngton
Lincoln Memorial w Waszyngtonie

Potem ruszamy na północ i na północny-wschód. Przez kilka dni będziemy jechać przez stany Nowy Jork, Vermont, New Hampshire aż do Maine. Tam dotrzemy do najbardziej wysuniętego na północny-wschód parku narodowego w USA: Acadia National Park. Jakoś zawsze mieliśmy tam nie po drodze, więc tym razem po prostu został elementem planu.

Po kilkudniowym chillowaniu w lasach nad oceanem ruszymy w drogę powrotną do New Hampshire, gdzie mieszka siostra mojej mamy. U niej zatrzymamy się na kilka dni.

II

Wtedy też odbierzemy rodziców z lotniska w Bostonie i wymienimy w wypożyczalni samochód na większy. Wyprawimy Rysiowi urodziny i zrobimy kilka wycieczek po okolicy. Następnie udamy się na 3 dni do Nowego Jorku. A stamtąd polecimy do Los Angeles.

III

Tu zacznie się trzecia część wyjazdu, czyli zwiedzanie parków narodowych na zachodzie USA. Zaczniemy od krótkiego zwiedzania LA. Na razie nie możemy się zdecydować czy zabrać rodziców do studia filmowego, czy na oglądanie ostatniego promu kosmicznego, którego brakuje w naszej kolekcji.

Znak Hollywood
Los Angeles w 2015

Z LA ruszymy na wschód. Przez Joshua Tree National Park, fragmentami Route 66 dotrzemy nad Wielki Kanion. W Page wejdziemy do jednego z lokalnych kanionów szczelinowych. Potem pojedziemy w stronę parków narodowych Bryce i Zion (w tym drugim jeszcze nie byliśmy!). I przez Valley of Fire dotrzemy do Las Vegas, skąd wrócimy do Polski.

Las Vegas
Pokaz fontann przed hotelem Bellagio

Ufff! Zapowiada się intensywnie, ale mam nadzieję, że jednak plan jest optymalny. Trzymajcie za nas kciuki!

Gdzie będzie można nas podglądać?

Przede wszystkim zapraszam Was na nasz Instagram, gdzie na pewno będziemy publikować stories, więc będzie można nas podglądać na żywo.

Co kilka dni będziemy podrzucali trochę zdjęć na naszego facebooka.

No i muszę Wam jeszcze coś wyznać. Wydaje mi się, że skompletowałam swój idealny wyjazdowy zestaw do nagrywania wideo. Ponadto jestem mega nastawiona na przywiezienie mnóstwa materiału z tego miesiąca! Bardzo bym chciała podjąć się wyzwania realizacji daily vlogów (czyli codziennych filmów na youtube) z jakiegoś naszego wyjazdu. Myślę o tym już od dawna. Tym razem jednak też się nie uda, bo pokonał nas sprzęt – nasz malutki laptop wyjazdowy nie podoła renderowi video. A próbowałam! Wobec czego zamierzam zrealizować ten pomysł po powrocie, z materiału, który przywieziemy. Co Wy na to? Oglądalibyście? 🙂 Już teraz zapraszam do subskrypcji naszego kanału na yt. Zaznaczcie dzwoneczek, żeby włączyć powiadomienia o nowych video i żeby nic Was nie ominęło!

No i na koniec – oczywiście na blogu na pewno pojawią się nowe, amerykańskie teksty. Ale to już oczywiście po powrocie.

Do zobaczenia po drugiej stronie oceanu!

Jug Handle State Reserve
Pozdrawiamy!